Zapisz swój E-mail by otrzymywać Wiadomości Związkowe
|
| :: W hołdzie księdzu Jerzemu Popiełuszce |
|
Wyświetleń: 758
Pewnie na palcach jednej ręki można by policzyć mieszkańców Starachowic, którzy wiedzą, że w kościele Świętego Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu znajduje się tablica poświęcona księdzu Jerzemu Popiełuszce wykonana w Starachowicach w stanie wojennym w 1985 roku. Piszę "w stanie wojennym", bo chociaż formalnie został on zniesiony 22 lipca 1983 roku to większość jego rygorów obowiązywało prawie do roku 1989, a o demokracji można było w tym czasie tylko marzyć. Pomysł uczczenia księdza Jerzego tablicą w pierwszą rocznicę jego męczeńskiej śmierci powstał w głowie pani Teresy Pogłódek - osoby bardzo zaangażowanej w działalność opozycyjną. O tym jak powstała tablica pani Teresa opowiedziała mi podczas wy-wiadu, jaki z nią przeprowadziłem dwa lata temu i który w całości znajdzie się w mojej książce pt. "Solidarność starachowicka". Fragment wywiadu poświecony tablicy przedstawiam poniżej.
"Teresa Pogłódek - Jak już mówiłam po śmierci księdza Popiełuszki narodził się pomysł, aby uczcić go pamiątkową tablicą. Tablica, którą wykonywał Szczepan Mróz, została przewieziona od niego do mojego domu, do mieszkania mamy, i tam przeleżała przez noc. Przewoziłam ją, ja wraz z moim mężem. Później wspólnie z siostrą zapakowałyśmy ją w papier. Z tak zapakowaną tablicą wraz z siostrzeńcem Grzesiem Ślęczką pojechaliśmy na dworzec i wsiedliśmy do pociągu. Weszliśmy do przedziału, a tam siedziała Halina Lucińska moja asystentka z pracy wraz z mężem. Tu trzeba powiedzieć, że jej mąż pracował w milicji jako technik śledczy. Moje zaskoczenie było całkowite, ale przecież nie mogłam się wycofać, więc powiedziałam do Grześka: "Grzesiu połóż to lustro na półce, ale uważaj, abyś go nie stłukł". Halina pytała mnie gdzie ja to lustro wiozę, więc jej powiedziałam, że jadę do Warszawy do córki, która właśnie urządza sobie mieszkanie i to lustro będzie jej potrzebne. Wraz z Lucińskimi wysiedliśmy w Skarżysku i na szczęście nie jechaliśmy dalej razem, bo oni czekali na pociąg na Śląsk, a my wsiedliśmy do pociągu jadącego z Krakowa do Warszawy. Szczęśliwie dojechaliśmy do Warszawy i poszliśmy na postój taksówek. Nie podałam kierowcy dokładnego adresu, ale powiedziałam, aby jechał na Żolibóż. Dopiero, gdy dojeżdżaliśmy do Żoliboża powiedziałam, aby jechał do kościoła Świętego Stanisława Kostki. Dlatego tak postąpiłam, bo obawiałam się, że kierowca może być jakimś szpiclem. Z tablicą poszliśmy do księdza Boguckiego, który bardzo się ucieszył i bardzo nam za tę tablicę dziękował. Powiedział nam, że tablica zostanie od razu zamontowana w ścianie, tak jak to było robione z innymi tablicami. Muszę powiedzieć, dlaczego ta tablica w ogóle powstała. Otóż uważałam, że należy upamiętnić księdza Jerzego Popiełuszkę, który narażał się za nas wszystkich i był na pierwszej linii walki o sprawiedliwość. W rozmowach z różnymi ludźmi mówiłam, że będzie robiona tablica poświecona księdzu Jerzemu i że należałoby zbierać na ten cel pieniądze. Ale nie mówiłam o szczegółach, to znaczy o tym, kiedy to będzie robione. Pieniądze były jednak powoli zbierane, lecz ci, którzy je dawali nie wiedzieli, że tablica już jest wykonywana! A teraz, jeżeli chodzi o tekst, który jest na niej wyryty. I znów jednoosobowo zdecydowałam, jaki ma być ten napis, ponieważ nie chciałam, aby ktoś wiedział, że ta tablica już jest robiona. Chciałam, aby na tablicy znalazła się informacja, że ufundowali ją ludzie, którzy pochodzą z Ziemi Świętokrzyskiej przesiąkniętej krwią powstańczą, umęczoną, znaną z walk o wyzwolenie Polski. Dlatego znalazły się tam nazwiska Langiewicz i "Ponury". Jak już mówiłam, ja osobiście zajmowałam się wszystkimi sprawami związanymi z powstaniem tej tablicy. Robiłam to w wielkiej tajemnicy, o co niektórzy moi współpracownicy z podziemia mieli do mnie pretensje i żale, że im o tym nie powiedziałam. Tłumaczyłam im, że nie mogło o tym wiedzieć wiele osób, ponieważ groziło to wpadką. (...)"
Jan Seweryn - Ta tablica, o której Pani mówi to gdzie się obecnie znajduje?
T. P. - W Warszawie w kościele Świętego Stanisława Kostki, natomiast w kościele Świętej Trójcy w Starachowicach w Wierzbniku znajduje się wierna replika tej tablicy, która została wmurowana dokładnie w dziesiątą rocznicę śmierci ks. Popiełuszki w roku 1994. Jest tylko ta różnica, że na tablicy warszawskiej jest data 1985, a na tablicy starachowickiej rok 1994".
Myślę, że jest znakomita okazja, aby przybliżyć postać pani Teresy Pogłódek, bo jest ona osobą na to zasługującą. Nie wiem czy jest w Starachowicach ktoś, kto bardziej niż ona zasłużył się dla starachowickiej "Solidarności". Niestety mało, kto o tym wie gdyż pani Teresa jest osobą nadzwyczaj skromną. Nigdy nie ubiegała się ona o zaszczyty a to, co robiła, robiła jak sama mówi dla Polski. Smutne jest to, że przez tyle lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ci, którzy wiedzą o działalności tej starachowiczanki nie postarali się o to by za jej działalność odpowiednio ją uhonorować.
Teresa Pogłódek była jedną z osób, które w 1980 roku tworzyły Solidarność" w Starachowicach. Była jednym z członków Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność" w starachowickim Zakładzie Opieki Zdrowotnej i pełniła tam funkcję wiceprzewodniczącej. W stanie wojennym pani Teresa prowadziła bardzo szeroką działalność polegającą między innymi na dostarczaniu do Starachowic ogromnej ilości prasy podziemnej, którą przywoziła z różnych miast Polski między innymi z Warszawy i Wrocławia. W pewnym okresie czasu Teresa Pogłódek była jedyną osobą, która zaopatrywała Starachowice w prasę podziemną. Oprócz gazetek pani Teresa przywoziła do Starachowic maszyny do pisania i materiały i urządzenia do drukowania ulotek. Na tę działalność poświęcała dużo czasu i pieniędzy, gdyż częste wyjazdy do odległych miast dużo ją kosztowały. Tu trzeba wspomnieć, że mąż pani Teresy, Stanisław Pogłódek, również był aktywnym działaczem "Solidarności" i przed stanem wojennym działał w Spółdzielni POSTĘP gdzie był sekretarzem Komisji Zakładowej. 15 grudnia 1981 roku Stanisław Pogłódek został pomimo choroby aresztowany i przesiedział w zimnej betonowej celi trzy dni, co odbiło się na jego stanie zdrowia. W stanie wojennym pan Stanisław pomagał żonie w działalności podziemnej. Starachowicka Służba Bezpieczeństwa podejrzewała, że państwo Pogłódkowie prowadzą jakąś nielegalną działalność, dlatego byli oni wzywani na komendę milicji a w ich domu przeprowadzano rewizje. Jednak niczego nie zdołano im udowodnić. Działalność kolporterska to tylko jedna ze spraw, którymi zajmowała się pani Teresa, a było ich tyle, że można by nimi obdarować kilka osób. Po wprowadzeniu stanu wojennego pani Pogłódek organizowała pomoc dla osób internowanych i dla ich rodzin. Była autorką różnego rodzaju plakatów, które wywieszane były w kruchcie, kościoła Wszystkich Świętych w Wierzbniku. W 1985 roku była jedną z dwóch osób, które drukowały w Starachowicach na Orłowie podziemne pismo "KOS". Było to drukowanie na wielką skalę, które pozwoliło na wypełnienie luki jak powstała po wpadce kieleckiej drukarni "KOS"-a. Teresa Pogłódek działała w Duszpasterstwie Ludzi Pracy i w Duszpasterstwie Rolników. Była przyjaciółką Wandy Pomianowskiej znanej w województwie świętokrzyskim działaczce społecznej i niepodległościowej i wspólnie z nią brała udział w różnych spotkaniach i działaniach o charakterze patriotycznym. Inną działką działalności Teresy Pogłódek była współpraca ze środowiskiem żołnierzy Armii Krajowej ze zgrupowania "Ponury" - "Nurt", którzy wspomagali, o czym mało, kto wie, podziemną "Solidarność". Pani Teresa Pogłódek pochodzi z rodziny o wielkich tradycjach patriotycznych. Jej pradziadek walczył w powstaniu styczniowym, ojciec walczył w wojnie z bolszewikami w 1920 roku, wujkowie zostali zamordowani przez hitlerowców na Firleju koło Radomia, rodzice walczyli w szeregach Armii Krajowej. Po wojnie rodzina Pogłódków była przez komunistyczne władze szykanowana.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku Teresa Pogłódek znów zakładała "Solidarność" w starachowickiej służbie zdrowia, nie zdecydowała się jednak na kandydowanie na radną z list Komitetu Obywatelskiego uważając, że są ludzie, którzy do takiej działalności bardziej się nadają. Będąc osobą bardzo skromną nie brała pod uwagę tego, że to może właśnie ona jest tą osobą, która by się do pracy samorządowej najbardziej nadawała. Takich wątpliwości nie mieli inni. Dzisiaj Pani Teresa Pogłódek jest osobą zupełnie zapomnianą, a o jej dokonaniach jak stwierdziłem na początku wie bardzo niewiele osób. Pomimo podeszłego wieku bohaterka tego artykułu bardzo dobrze orientuje się w polskiej rzeczywistości i aktywnie uczestniczy w różnego rodzaju uroczystościach o charakterze patriotycznym. Jest żarliwą patriotką i katoliczką, a hasło "Bóg - Honor - Ojczyzna" jest dla niej drogowskazem życiowym.
Jan Seweryn
Średnia: 5 (Głosów: 1) |
|
|
|
|

|