Zapisz swój E-mail by otrzymywać Wiadomości Związkowe
|
| :: Ulotką w komunę |
|
Wyświetleń: 1356
Wydawać by się mogło, że do walki najlepsze są środki militarne - karabiny, armaty, czołgi, nie mówiąc już broni masowego rażenia. Są to jednak pozory, bo równie niebezpieczna może być zwykła kartka papieru zadrukowana odpowiednim tekstem. Kartki takie nazywają się ulotkami i są one przeważnie rozrzucane w miejscach, w których przebywają duże grupy przypadkowych ludzi. Celem rozrzucania ulotek jest dotarcie z daną informacją do osób, które są tej informacji pozbawione na przykład z powodu cenzury.
W komunistycznej rzeczywistości nie do pomyślenia było, aby obywatele mieli dostęp do informacji innej niż ta, którą udostępniała im PZPR. Prasa, która w całości podporządkowana była tzw. przewodniej sile narodu poddana była totalnej cenzurze i nic, co nie zostało przesiane przez jej gęste sito nie mogło się w niej ukazać. Stan wojenny jest przykładem jak potężny może być wpływ państwa na sterowanie informacją. Cenzura, którą po wprowadzeniu stanu wojennego znacznie zaostrzono i to we wszystkich mediach (prasa, radio, telewizja) nie dopuszczała, aby jakiekolwiek informacje na temat "Solidarności" przedostawały się do społeczeń-stwa. Jeżeli już o "Solidarności" mówiono to była ono przedstawiana wyłącznie w negatywnym świetle. Aby przełamać monopol komuny na informację "Solidarność" już w pierwszych dniach stanu wojennego uruchomiła tajne drukarnie, w których drukowano gazetki i ulotki. W bardzo krótkim czasie w Polsce powstała ogromna ilość punktów, w który odbywało się drukowanie a zaangażowanych w nie było tysiące ludzi. Sprzęt, którym się posługiwano był najprzeróżniejszy. Od bardzo prymitywnego do nowoczesnych maszyn drukarskich. O ile do drukowania gazetek sprzęt musiał być dosyć dobrej jakości to, aby wydrukować ulotkę nie trzeba było mieć jakichś specjalnych urządzeń. Wystarczała chęć do pracy i oczywiście odwaga, aby się w to "bawić". Mówię tu o odwadze, bo już samo posiadanie ulotki zagrożone było karą więzienia. Drukarze i kolporterzy ryzykowali znacznie więcej, bo nie dosyć, że szli do wiezienia to jeszcze konfiskowano im np. samochody, którymi ulotki były przewożone.
W Starachowicach po wprowadzeniu stanu wojennego drukiem i kolportowaniem ulotek zajmowało się kilka grup osób wywodzących się głównie z "Solidarności", chociaż była jedna czy dwie, które formalnie nie były z nią związane. W zasadzie trudno mówić o grupach, bo były to w istocie pojedyncze osoby, które miały do pomocy jedną czy dwie inne osoby. Z jednej strony patrząc zasady konspiracji wymagały, aby o pewnych sprawach wiedziało jak najmniej osób, ale z drugiej strony nie było zbyt wielu, aby się w tak ryzykowne przedsięwzięcie zaangażować. W Starachowicach nigdy nie powstały konspiracyjne struktury z prawdziwego zdarzenia.
Początki drukowania były trudne, bo nie dosyć, że nie było odpowiedniego sprzętu to mało, kto wiedział jak to się robi. Konspiratorzy dochodzić musieli do wszystkiego metodą prób i błędów i w zasadzie odkrywali to, co w środowiskach wielkomiejskich było powszechnie znane. Krótko mówiąc wyważali otwarte drzwi. Ale inaczej nie było można. Pierwsze ulotki, które pokazały się w Starachowicach drukowane były za pomocą stempelków z dziecinnych drukarenek. Innym sposobem było grawerowanie w drewnie lub płytce PCV odpowiedniego znaku lub krótkiego napisu i odbijanie powstałej w ten sposób matrycy na papierze. Papier, który był używany do sporządzania ulotek był najróżniejszy od trudno dostępnego papieru maszynowego poczynając na kartkach ze szkolnego zeszytu kończąc. Ulotki miały przeważnie format A6 lub A7 chociaż zdarzały się i mniejsze. Pierwsze ulotki miały bardzo mało treści i w zasadzie ograniczały się do kilku słów. Późniejsze, wykonywane przy użyciu czcionek, były już obszerniejsze a do zamieszczenia tekstu niejednokrotnie wykorzystywano obydwie strony kartki. Drukowaniem ulotek w Starachowicach zajmowali się między inny-mi: Krzysztof Muzyka, Andrzej Pryciak, Leszek Nowak, Zbigniew Rafalski, Stanisław Kosior, Edward Du-dek, Wojciech Zawal, Stanisław Drygulski, Paweł Perchel, Robert Adamczyk, Paweł Bargiełowski, Bogdan Kowalski. Wkład wymienionych osób w drukowanie ulotek był różny. Jedni robili to przez cały okres stanu wojennego, ale byli i tacy, których działalność kończyła się po wydrukowaniu jednej lub dwu partii ulotek.
Dużym problemem było rozprowadzenie wydrukowanych ulotek, bo w tak mały mieście jak Starachowice wielkim ryzykiem było wyjście na ulicę i rzucenie w tłum ludzi tego, co zostało wydrukowane. Osoba tak na pewno zostałaby od razu zidentyfikowana. Rozprowadzeniem ulotek w zasadzie nie zajmowali się ci, którzy je drukowali, lecz robiły to osoby, które z nimi współpracowały. Wprawdzie parę razy zdarzyło się, że przed kościołami ktoś ulotki rozrzucił to przeważnie było tak, że były one podrzucane na przystankach, do skrzynek na listy, do szafek ubraniowych i narzędziowych pracowników w różnych zakładach. Było także tak, że ulotki rozdawało się zaufanym osobom. Dzisiaj wiadomo, że te zaufane osoby nie zawsze zasługiwały na zaufanie, bo było wśród nich wielu szpicli, agentów i współpracowników Służby Bezpieczeństwa. Rozrzucaniem ulotek zajmowali się między innymi Adam Krupa, Andrzej Pryciak, Leszek Nowak, Teresa Barszowska. Nie odbywało się to jednak często, lecz miało w zasadzie charakter incydentalny. O wiele powszechniejsze było przekazywanie ulotek znajomym, którzy z kolei przekazywali je swoim znajomym. Tym zajmowało się znacznie więcej osób między innymi niżej podpisany.
Rozrzucanie ulotek było działalnością bardzo ryzykowną, dlatego należało wymyślić coś, co zminimalizowałoby ryzyko "wpadki". I wymyślono. Leszek Nowak skonstruował urządzenie do ich wystrzeliwania. Była to tak zwana katapulta, która zbudowana była z drewna, sprężyn od "Stara" i instalacji umożliwiającej nastawienie czasu wystrzelenia pliku ulotek. Katapulty były używane wielokrotnie, chociaż nie zawsze z pozytyw-nym skutkiem, bo zdarzało się, że wystrzelenie z różnych względów technicznych nie następowało. Katapulty umieszczano głównie na kioskach "Ruchu" znajdujących się na wprost bram Fabryki Samochodów Ciężarowych a także na okolicznych blokach i uruchamiano w czasie, gdy pracownicy opuszczali fabrykę po skończonej pracy. Tu trzeba dodać, że katapulta Leszka Nowaka zyskała uznanie działaczy Solidarności" z Wrocławia (prawdopodobnie była to "Solidarność Walcząca"). Jedno urządzenie zostało do Wrocławia przewie-zione a tam udoskonalone, powielone i wykorzystywane przez znane z radykalnych działań tamtejsze pod-ziemie. Wcześniej wrocławiacy odwiedzili Starachowice, aby zapoznać się z zasadami działania katapulty. Instrukcji udzielił im konstruktor czyli Leszek Nowak.
Innymi urządzeniami służącymi do wystrzeliwania ulotek były wyrzutnie skonstruowane przez Pawła Perchela. Zbudowane były one z kawałka plastikowej rury kanalizacyjnej, zaślepionej z jednej strony. Do rury wsypywało się trochę prochu, podłączało lont i wkładało plik ulotek. Tak przygotowaną wyrzutnię umieszczano w nocy na kiosku "Ruchu" lub na bloku. Teraz wystarczyło podpalić lont i oddalić się szybko. Po kilku sekundach następował wybuch i plik ulotek szybował w górę. Spadając rozsypywały się one na ulicy i chodniku. Jak wcześniej wspomniałem chyba wszystkie akcje, w których wykorzystywane były wyrzutnie ulotek wykonywane były w pobliżu Fabryki Samochodów Ciężarowych. Powód był prosty. W FSC pracowało wte-dy tysiące ludzi, dlatego pewne było, że ulotki trafią do znacznej liczby osób. A przecież o to właśnie chodziło.
Dzisiaj trudno ustalić nazwiska wszystkich osób, które zajmowały się drukowaniem i kolportażem ulotek, dlatego tekst mój nie może być uważany za pełne opracowanie tematu. Jest więcej niż pewne, że wiele faktów nie zostało w nim opisanych i wiele osób nie zostało wymienionych. Zupełnie nie znana jest również skala represji, jakich doznali mieszkańcy Starachowic za samo posiadanie ulotek. Ile osób zostało aresztowanych ile było przesłuchiwanych? Za posiadanie ulotek aresztowano Stanisława Kosiora i Zbigniewa Rafalskiego. To są osoby znane i fakt ich aresztowania również jest znany, ale mnie znane są nazwiska jeszcze dwóch osób, które aresztowano i skazano za posiadanie ulotek są to: nie żyjący już Roman Sobczak i Henryka Różalska-Gąsowska. Wiem również o tym, że przynajmniej jeden z pracowników wydziału S1 FSC był przesłuchiwany na komendzie MO po tym jak jakiś kapuś doniósł, że posiada on ulotki. Ogólnie znana jest wpadka w sierpniu 1982 roku grupy osób, które zajmowały się między innymi kolportowaniem ulotek: Byli to: E. Dudek, A. Mazur, W. Witkowski, R. Wysiadecki, T. Wiktorowski, A. Radecki i B. Żmudziński
Jak stwierdziłem moja wiedza, jeżeli chodzi o represje wobec osób drukujących i kolportujących ulotki jest niekompletna, dlatego proszę osoby, które takich represji doznały lub wiedzą o tych, którzy byli aresztowani, skazani lub tylko przesłuchiwani o kontakt ze mną i podzieleniem się swoją wiedzą.
Jan Seweryn
Średnia: 5 (Głosów: 1) |
|
|
|
|

|