Wywiad
JANA SEWERYNA
z
TERESĄ POGŁÓDEK
Kiedy zaangażowała się Pani w działalność opozycyjną?
W działalność opozycyjną zaangażowałam się bardzo wcześnie, jeszcze nie było "Solidarności". Był rok 1976. W Radomiu i innych miastach były wtedy strajki i protesty przeciwko podwyżkom cen. Ja już wtedy miałam kontakty z Warszawą i z różnymi innymi miastami. Jeżeli chodzi o Warszawę, to jeden z kontaktów, które dzisiaj mogę ujawnić, był przez moją córkę, która mieszkała i pracowała w Warszawie. Już wtedy angażowałam się, przewoziłam różnego rodzaju papiery, różne ulotki i książki. Dużo książek przywoziłam na nasz teren.
Wiem, że w podziemiu współpracowała Pani między innymi z Rafalskim, Krupą, Nowakiem, Markowską i innymi. Na czym polegała ta działalność?
Pierwsza komórka "Solidarności" powstawała u Edwarda Imieli na ulicy Marszałkowskiej 24 w lokalu PAX-u. Odbywały się tam spotkania z przedstawicielami starachowickich zakładów pracy. Ja wtedy nie należałam jeszcze do żadnej komisji zakładowej, ale chodziłam tam, bo oni mieli kontakty z Gdańskiem. Później zawiązałam "Solidarność" w służbie zdrowia. Jestem lekarzem, więc działałam w środowisku lekarskim. Współpracowałam głównie z doktorem Andrzejem Miernikiem (który współpracował z Olą Markowską), doktorem Mirosławem Kiełkiem, lek. Towarkami i in. Było nas około trzydzieści osób. Zaprosiłam wszystkich do mojego domu, do pokoju, w którym teraz rozmawiamy. Po długich rozmowach założyliśmy Tymczasową Komisję NSZZ "Solidarność" Służby Zdrowia. Na tym spotkaniu obecny był Edward Imiela. W wielu starachowickich zakładach pracy również powstawały Komisje Zakładowe, w związku z tym trzeba było pisać różnego rodzaju oświadczenia i inne pisma. Tymi sprawami zajmowałam się ja. Byłam taką nieformalną sekretarką tworzącej się starachowickiej "Solidarności", ale jak każdy lekarz niewyraźnie pisałam, dlatego zachodziła potrzeba zdobycia maszyny do pisania, w tamtych czasach nie łatwo było ją zdobyć. Udało mi się tego dokonać poprzez znajomość z żołnierzami Armii Krajowej ze Zgrupowania "Ponury"-"Nurt", z którymi wraz z mężem utrzymywaliśmy kontakty. Właśnie oni pożyczyli mi taką maszynę do pisania i wszystkie pisma wystukiwałam na niej. Przewodniczącym Komisji Służby Zdrowia był doktor Miernik, ja byłam wiceprzewodniczącą. W szpitalu, który był obiektem skupionym, bardzo aktywnie udzielała się Ola Markowska. Ja przejęłam od-powiedzialność za teren, tzn. za przychodnie, szkoły i przedszkola w których pracowała Służba Zdrowia, a które były porozrzucane po całym mieście. Dobrze się czułam w tym układzie, łatwo było mi się poruszać po terenie, ponieważ pracowałam w przychodni i w szkole, a więc dobrze znałam to środowisko.
Gdzie Panią zastał stan wojenny?
Stan wojenny zastał mnie w Warszawie.
Dalej
|