Zapisz swój E-mail by otrzymywać Wiadomości Związkowe
|
| :: Wywiad |
Wywiad
JANA SEWERYNA
z
JERZYM NOBISEM
Gdzie Pan pracował w 1980 roku?
Pracowałem w biurze konstrukcyjnym UK Fabryki Samochodów Ciężarowych w Starachowicach. Projektowaliśmy tam urządzenia i maszyny do produkcji części do "Starów".
Jak wyglądał Pana pierwszy kontakt z niezależnym ruchem związkowym?
Było to już po słynnych strajkach w Gdańsku, gdzie podpisano porozumienie, które umożliwiało tworzenie nowych związków zawodowych. We wrześniu 1980 roku na terenie FSC działały już osoby, które chciały utworzyć niezależny związek. Byli to między innymi Edward Imiela i Edward Dajewski. Na wydziałach organizowane były zebrania informacyjne, na których pracownicy zgłaszali różnego rodzaju postulaty i wnioski. Dochodziło nawet do krótkich przerw w pracy. Na naszym wydziale pracownicy również wyrazili wolę utworzenia nowego związku. I wtedy właśnie włączyłem się do działania.
To znaczy, że nie brał Pan udziału w spotkaniach w PAX-ie organizowanych przez Edwarda Imielę?
Nie. Ja się w to wszystko włączyłem stosunkowo późno.
W jaki sposób znalazł się Pan w Prezydium Komisji Fabrycznej?
Na Walnym Zebraniu Delegatów FSC zostałem zgłoszony jako kandydat do Komisji Fabrycznej. Miałem poparcie delegatów, zostałem wybrany a później wybrano mnie do Prezydium.
Czy miał Pan jakieś doświadczenie w działalności związkowej?
Trochę doświadczenia miałem, bo jako student Politechniki Warszawskiej działałem w Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW). Była to organizacja, która nie podlegała ani po Związek Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) ani pod PZPR i miała pewien margines niezależności. Działając w ZMW nabyłem pewnego doświadczenia organizacyjnego, które później bardzo mi się przydało w działalności związkowej.
Z tego, co wiem to już jako student miał Pan pierwsze problemy z władzą ludową.
Miałem problemy i to poważne.
Jakiego rodzaju były to problemy?
Jako studenci pracowaliśmy przy myciu szyb w halach produkcyjnych. Pracowaliśmy na umowie o dzieło. Nie wiadomo, dlaczego postawiono nam zarzut, że zawyżyliśmy kosztorys. Udowadniano nam, że mieliśmy mieć płacone z metrażu, a przecież metraż nic tu nie miał do rzeczy, ponieważ jak mówiłem mieliśmy umowę o dzieło. Sprawa została skierowana do sądu, a sąd nie uznał, że to była umowa o dzieło. W ten sposób znalazłem się w kolizji z prawem.
To znaczy, że był Pan sądzony?
Tak byłem sądzony.
Jaki pan dostał wyrok?
Pięć lat więzienia.
Coś podobnego! To, to mycie szyb to było takie wielkie przestępstwo? Wydaje mi się, że nie ma wielkiego znaczenia czy było to mycie na umowę o dzieło czy mycie z metrażu, bo jakby nie patrzeć to była to drobna sprawa.
Dalej
|
|
Pobierz wywiad w formacie *.doc |

|