Wywiad
JANA SEWERYNA
z
EDWARDEM DAJEWSKIM
przewodniczącym NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" w Fabryce Samochodów
Ciężarowych w Starachowicach w roku 1981
- W roku 1981 był Pan przewodniczącym Komisji Fabrycznej NSZZ "Solidarność" w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Starachowicach. Proszę powiedzieć jak to było z tworzeniem związku w FSC.
-Zaczęło się od Komitetu Założycielskiego, którego przewodniczącym był Edward Imiela. Pierwsze spotkania odbywały się w klubie PAX-u na ulicy Marszałkowskiej. Przychodzili tam przedstawiciele wydziałów i zakładów. Początkowo w Komitecie było nas chyba 35-ciu, najwięcej chłopaków z narzędziowni, gdzie pracował Imiela. Na Komitecie Założycielskim zdecydowaliśmy, że już czas wystąpić do dyrektora Banacha z oświadczeniem, że w FSC jest związek "Solidarność". Właściwie to nie była to jeszcze "Solidarność", bo nazwa powstała trochę później, ale my chcieliśmy zakładać taki związek, jak strajkujący w Gdańsku. Chcieliśmy być razem z nimi. Właściwie to pierwsze zalążki niezależnego związku były już wtedy, gdy trwały jeszcze strajki w Gdańsku, ale wtedy było to jeszcze znikome.
- Czy osoby, które tworzyły związek napotykały jakieś przeszkody ze strony dyrekcji zakładu, milicji i Służby Bezpieczeństwa?
-Przeszkody oczywiście były. Każdy członek Komitetu Założycielskiego był obserwowany, każdemu niby sprzyjano, mówiono, że trudności nie ma, ale wszystkich prześwietlono, a nawet straszono w pewien sposób. Ale nie było to takie straszne, bo jednak ten Gdańsk swoje zrobił. Trudności były ze strony dyrektora, który twierdził, że nie ma lokalu na siedzibę dla nowego związku i proponował przyłączenie się do związku "Metalowcy". My jednak zażądaliśmy kategorycznie udostępnienia lokalu. W tym miejscu muszę powiedzieć, że w Komitecie Założycielskim mieliśmy takiego człowieka, który nazywał się Jerzy Głowacki. On był stary "wyjadacz", on był partyjny, nawet był sekretarzem na Zębcu, gdzie kiedyś pracował, ale to był "człowiek dusza".Ten Głowacki nas bardzo dobrze "ustawiał" mówił abyśmy się nie dawali i nie wierzyli w to, co nam w dyrekcji mówią. Głowacki miał bardzo duży wkład w walkę o siedzibę dla związku, poszedł z nami do Banacha, podpowiadał nam jak mamy postępować i nie dał się "zrobić w konia". I w końcu po negocjacjach dali nam tę siedzibę na wydziale rehabilitacji. Był to taki mały pokoik, do którego przychodziło mnóstwo ludzi, którzy przynosili pierwsze deklaracje. Właściwie nie były to jeszcze deklaracje członkowskie, lecz oświadczenia o chęci wstąpienia do tego związku. Właściwe deklaracje były dopiero po rozwiązaniu się Komitetu Założycielskiego i Walnym Zebrani Delegatów, na którym odbyły się wybory do władz związku. Było to w lutym 1981r. Zebranie było na dużej sali Domu Kultury i było na nim 500 delegatów, którzy wybrani zostali na poszczególnych wydziałach.
Dalej
|