Wywiad
JANA SEWERYNA
z
JACKIEM SADOWSKIM
W jakich okolicznościach zetknął się Pan z niezależnym ruchem związkowym?
Przed Solidarnością nie miałem kontaktów z niezależnym ruchem związkowym. Gdy tylko dowiedziałem się o powstaniu komitetu założycielskiego Solidarności w FSC zgłosiłem się na "ochotnika" z nadzieją, że będę mógł w czymś pomoc.
Czy brał Pan udział w spotkaniach w PAX-ie organizowanych przez Edwarda Imielę?
Nie. Nic o tym nie wiedziałem. W Starachowicach pracowałem zaledwie od czterech miesięcy. Miałem w mieście znajomych z czasów licealnych. W FSC byłem "nowy".
Jak doszło do tego, że został Pan rzecznikiem prasowym Komisji Fabrycznej?
Na zebraniu założycielskim, na które przyszedłem, zaistniała potrzeba napisania komunikatu z żądaniem dostępu do radiowęzła zakładowego. Ten komunikat zredagowałem i się spodobał. Istniała duża potrzeba informowania o działalności związku. Chyba Jurek Głowacki zaproponował, abym zajął się tą dziedziną.
Czy miał Pan jakieś doświadczenie w redagowaniu prasy związkowej?
Nie. Jedynie w liceum nr 2 usiłowałem redagować w 1970 razem z jednym kolegą gazetkę szkolną "Aluzje". Cenzura szkolna zamknęła ją po dwóch numerach. W rok później, w sposób bardziej przebiegły redagowaliśmy "Wiadomości Uczniowskie", których ukazało się więcej. Była to świetna zabawa.
Skąd Pan czerpał materiały do wydawanych przez Pana biuletynów?
Na ogół były to lokalne problemy między pracownikami, a kierownictwem FSC. Ludzie nareszcie mogli jawnie mówić o swoich problemach, a tych nie brakowało. W momencie, kiedy Związek podjął walkę o sprawy ogólnokrajowe, a władza ludowa postanowiła Związek zniszczyć, trzeba było na ten temat mówić. Dzięki kolegom z MPK mieliśmy dostęp do teleksu i do AS-a - Agencji Prasowej Solidarności. Głównie była to walka z codziennym kłamstwem.
Jak przebiegało opracowywanie biuletynów, drukowanie i rozprowadzanie?
Początkowo redagowaniem zajmowałem się sam, ale wobec nawału pracy, Związek zatrudnił na 1 etat Michała Pytlarza. Pracował on jednak na co najmniej dwa etaty. Przepisywaniem na maszynie zajmowała się pani Bożenka Bębas. Miała bardzo dużo pracy. Druk odbywał się na ogół w drukarni zakładowej. Po gazetki przychodzili do redakcji przedstawiciele komisji wydziałowych (zakładowych) i rozdawali je na wydziałach. Ponieważ brakowało papieru, ilość egzemplarzy wydawanych na wydział była proporcjonalna do ilości członków "Solidarności".
Wydawał Pan "Wiadomości Związkowe", "Komunikaty - Wiadomości dnia", "Komunikaty", współredagował Pan "Wolne Słowo" skąd Pan brał na to czas?
Były jeszcze trzy numery NBI - Niezależny Biuletyn Informacyjny. Pracowaliśmy wtedy po 14 - 16 godzin dziennie. Wszystko było pilne. Była to właściwie rewolucja, choć nie lubię tego słowa, bo mi się kojarzy z październikową.
Czy miał Pan jakieś problemy z cenzurą?
W sposób ciągły.
Dalej
|