Zapisz swój E-mail by otrzymywać Wiadomości Związkowe
|
| :: Wywiad |
Wywiad
JANA SEWERYNA
z
HENRYKIEM MIERNIKIEWICZEM
Kto pierwszy zaczął tworzyć "Solidarność" w Starachowicach? Spotkałem się z kilkoma wersjami dotyczącymi tej sprawy, jedni mówili, że Imiela inni, że Pan, wymieniano również parę innych nazwisk.
W 1980 roku tuż po podpisaniu porozumień sierpniowych, bo następnego dnia udałem się do pracy i miałem z sobą przygotowany apel do załogi, w którym wzywałem do tworzenia wolnych związków zawodowych. Pracowałem wtedy na wydziale hamulców. Apel ten chciałem odczytać pracownikom fabryki. Kiedy ludzie wychodzili z pracy stanąłem na murku przed wydziałem S7 i zacząłem czytać. Koło mnie zaczęło się zbierać coraz więcej ludzi. Ktoś jednak o tym, co się działo przed S7, powiadomił straż przemysłową. Wartownicy przyszli i pod eskortą zostałem wyprowadzony poza teren fabryki. Wręczono mi kartę urlopową i miałem udać się na przymusowy urlop. W tym czasie nawiązałem kontakt z Adamem Krupą, Zbigniewem Dominikiem, (który już nie żyje) i z jeszcze jedną osobą z wydziału S7, której nazwiska już dzisiaj nie pamiętam. Spotkaliśmy się poza zakładem i uzgodniliśmy, że ja pojadę do Gdańska, aby poinformować Wałęsę, że pomimo podpisania porozumienia nie wolno tworzyć niezależnych związków zawodowych. Pojechałem do Gdańska na Grunwaldzką 103, tam mieściła się Komisja Krajowa. Rozmawiałem z Andrzejem Gwiazdą i z Anną Walentynowicz, do Wałęsy była bardzo długa kolejka, lecz pomimo to Wałęsa bardzo szybko mnie przyjął i pytał, co się dzieje w tych Starachowicach. Opowiedziałem mu o naszych problemach. Naszą rozmowę filmowała telewizja z Międzynarodowej Organizacji Pracy z Brukseli. Wałęsa przy mnie zadzwonił do ówczesnego wojewody gdańskiego Kołodziejskiego i zapytał, dlaczego łamane jest porozumienie i zagroził, że jeżeli dalej będzie tak się działo, to on znów ogłosi strajk. Pożegnałem się z Wałęsą i wróciłem do Starachowic. Jeszcze muszę dodać, że gdy wyszedłem od Wałęsy, jeden z tych belgijskich redaktorów, który trochę mówił po polsku, zapytał mnie, czy mogę mu podać mój adres domowy. Podałem mu ten adres, bo dlaczego nie miałem podać. Z Gdańska wziąłem mnóstwo literatury związkowej i także KOR-owskiej. Następnego dnia zamierzałem udać się do fabryki, pod pozorem udania się do lekarza, który przyjmował na jednym z wydziałów. Na bramie zostałem jednak zatrzymany przez straż przemysłową, a wartownicy kazali mi zostawić teczkę, lecz ja powiedziałem, że nie zostawię. Nagle pojawił się Wolak, komendant straży przemysłowej, i polecił wartownikom zaprowadzić mnie na górę wartowni. Wkrótce pojawiło się dwóch panów, jak ja ich nazywałem, o smutnych twarzach i polecili mi abym udał się z nimi. Zostałem zakuty w kajdanki i wyprowadzony za bramę. Kiedy mnie prowadzili, spostrzegłem mojego kolegę, który znał numer telefonu do Jacka Kuronia. Powiedziałem do tego kolegi, którego nazwiska nie chcę dzisiaj ujawniać, aby powiadomił, kogo należy.
Dalej
|
|
Pobierz wywiad w formacie *.doc |

|