|
Wyświetleń: 927
Jak wiadomo jeszcze do niedawna istniały na świecie dwie odmiany demokracji. Była, więc de-mokracja i demokracja socjalistyczna. Jedna od drugiej różniła się tym czy różni się zwykłe krzesło od krzesła elektrycznego. Chociaż komuniści szermowali słowem demokracja to dla całego społeczeństwa oczywiste było, że żadnej demokracji w Polsce nie ma. Komuna kontrolowała dosłownie wszystko a ten, kto wychylał się po za ramy przez komunistów wyznaczone był z całą bezwzględnością zwalczany.
Jedną z podstawowych cech demokracji jest wolność wypowiedzi. W komunistycznej Polsce tak zresztą jak i w pozostałych krajach tak zwanego obozu socjalistycznego żadnej wolności wypowiedzi oczywiście nie było. Obywatele "demokratycznej" Polski musieli wyrażać swoje myśli, uczucia i poglądy tak, aby nie były one sprzeczne z obowiązując partyjną linią. Bez znaczenia było czy robili to ustnie, na piśmie czy w jeszcze inny sposób. Krótko mówiąc obywatel musiał się dobrze pilnować, aby czegoś nieprawomyślnego nie "chlapnąć".
Bardzo ważnym elementem wyrażania opinii i poglądów były (i są) środki tak zwanego maso-wego przekazu. Mam tu na myśli między innymi prasę, radio telewizję i książki. Komuniści bardzo doceniali znaczenie środków masowej komunikacji, gdyż wiedzieli, że poprzez nie można sterować świadomością społeczeństwa a przez to jego zachowaniami. Aby to osiągnąć media, które wymieniłem poddane zostały całkowitej kontroli aparatu komunistycznego a nadzór nad nimi miała cenzura, której centrala mieściła się w Warszawie na ulicy Mysiej. Centrala miała oczywiście swoje odpowiedniki wojewódzkie. Nic, co nie przeszło przez cenzurę nie mogło ukazać się w mediach publicznych a wiec nie mogło się ukazać w ogóle gdyż innych mediów w demokracji socjalistycznej nie było. Jeżeli chodzi o prasę to nie było takiej ilości tytułów, jaką mamy dzisiaj. W zasadzie to jedynym ogólnopolskim dziennikiem była "Trybuna Ludu" ("organ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej") a jeżeli chodzi o prasę lokalną to w województwie kieleckim wychodziła gazeta "Słowo Ludu", który był "dziennikiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej". Monopolu komunistów na informację nikt nie był w stanie złamać gdyż wszel-kie próby z tym związane najczęściej kończyły się więzieniem.
Sytuacja zupełnie zmieniła się w roku 1980. Już podczas strajku w Stoczni Gdańskiej cenzura zupełnie straciła kontrolę nad tym, co w Stoczni było drukowane i co było nadawane przez zakładowy radiowęzeł. Po zarejestrowaniu "Solidarności" masowo zaczęły powstawać biuletyny i gazetki związkowe, które wyłączone były spod kontroli cenzury. Powstał, więc równoległy do oficjalnego niezależny nurt informacji.
W Starachowicach również nurt taki istniał i był on bardzo prężny. Początkowo były to komuni-katy, ulotki itp., ale z czasem zaczęły powstawać wydawane regularnie gazetki. Bastionem starachowickiej "Solidarności" była Fabryka Samochodów Ciężarowych, która zatrudniała około 20 tys. pracowników, z których ponad 13 tys. należało do "Solidarności". Komisja Fabryczna NSZZ "Solidarność" w FSC doskonale rozumiała, że pracownicy firmy złaknieni są informacji o tym, co się w Związku dzieje, dlatego powołała rzecznika prasowego, którym został Jacek Sadowski. Sadowski z energią zabrał się do roboty, ale ponieważ nie miał żadnego dziennikarskiego doświadczenia a ogrom pracy zaczynał go przerastać konieczne stało się dokooptowanie kogoś do pomocy. Tym "kimś" był Michał Pytlarz. Obaj panowie doskonale się rozumieli, mieli wiele energii do pracy i oczywiście talent, którego pewnie u siebie nawet nie podejrzewali. Na efekty ich pracy nie trzeba było długo czekać. Najpierw postała gazetka "Wiadomości Związkowe" a później druga, która nosiła tytuł "Komunikaty - Wiadomości Dnia". Gazetka "Wiadomości Związkowe" miała format A5, liczyła osiem, dwanaście a nawet i dwadzieścia cztery strony i wydawana była raz w tygodniu w nakładzie minimum 2000 egzemplarzy. W "Wiadomościach Związkowych" zamieszczane były informacje z prac Komisji Fabrycznej, artykuły i informacje o zakładzie oraz wiadomości o pracach Komisji Wydziałowych. Inny charakter miała druga wydawana w FSC gazetka to jest "Komunikaty - Wiadomości Dnia". Miała ona format A4, liczyła przeważnie 4 strony, wydawana była raz na dwa dni w nakładzie minimum 500 egzemplarzy a zamieszczane w niej były informacje o działalności Związku w kraju, w regionie i w mieście. Oprócz tych gazetek regularnie wydawane były "Komunikaty" (format A4) przeznaczone do wywieszania na tablicach ogłoszeniowych oraz ulotki i plakaty. Przy ówczesnych środkach technicznych nakład pracy w powstawanie gazetek i innych pism był ogromny. Sadowski i Pytlarz pracowali po dwanaście i szesnaście godzin dziennie, ale ich młody wiek i zapał do pracy sprawiał, że podołali zadaniom, których się podjęli. Tu trzeba dodać, że FSC posiadała własną drukarnię, w której drukowano różnego rodzaju blankiety, formularze, broszurki itp. dla potrzeb fabryki. Zakładowa "Solidarność" poczyniła starania, aby pisma wydawane przez Związek drukowane były na miejscu, czyli w zakładowej drukarni. Jak zawsze początki były trudne, bo zakładowej komunie nie za bardzo się to podobało, ale nie chcą ryzykować konfrontacji z kilkunastotysięcznym Związkiem musiała się z tym pogodzić. Aby jeszcze bardziej rozszerzyć pole informacji związkowej Komisja Fabryczna postanowiła wykorzystać do tego celu wydawaną przez zakład gazetę "Budujemy Samochody". Po różnego rodzaju perturbacjach i bojach z dyrektorem fabryki udało się pozyskać dla Związku jedną z czterech stron tej gazety. Strona ta była redagowana przez Jacka Sadowskiego i zwierała głównie informacje zamieszczane w "Wiadomościach Związkowych". W międzyczasie uzyskano dostęp do zakładowego radiowęzła, którego sieć oplatała całą fabrykę a głośniki znajdowały się na halach produkcyjnych i pokojach biurowych. Radiowęzeł nadawał w czasie przerw śniadaniowych oraz w czasie, gdy pracownicy opuszczali zakład po skończeniu pierwszej zmiany. W czasie tych audycji spikerzy radiowęzła odczytywali komunikaty "Solidarności", które do redakcji dostarczał Jacek Sadowski natomiast w czasie strajków, gdy radiowęzeł przejmowany był przez "Solidarność" komunikaty i informacje Sadowski odczytywał osobiście. Jeżeli chodzi o gazetę "Budujemy Samochody" i o zakładowy radiowęzeł to początki były dla "Solidarności" trudne gdyż ówczesna szefowa tych mediów Wiesława Żyła starała się utrudniać Związkowi dostęp do nich i wpływać na to, co było nadawane i pisane. Dopiero stanowcza postawa Związku i rozmowa z dyrektorem Banachem spowodowały, że jak to określił Jacek Sadowski, pani ta przestała "bruździć". W międzyczasie Jacek Sadowski "uruchomił" jeszcze jedną gazetkę, która nosiła tytuł "NBI - Niezależny Biuletyn Informacyjny". Pisma tego wydano tylko trzy numery.
Innym sposób przełamania komunistycznego monopolu na informację znaleźli działacze związ-kowi w strachowickim Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym (MPK). Za związkowe fundusze zakupiony został dobrej klasy radioodbiornik, na którym bez większych problemów "łapano" "Radio Wolna Europa"(RWE). Odbiornik ów podłączany był pod zakładowy radiowęzeł i w czasie, gdy pracownicy opuszczali zakład po skończeniu pracy mogli słuchać zakazanej rozgłośni. W tym miejscu należy wyjaśnić, że RWE (nadawało z Monachium w RFN) i tak jak i inne polskojęzyczne radiostacje nadające z Europy Zachodniej min. z Londynu, Watykanu a także z Waszyngtonu były przez komunistów zagłuszane poprzez sieć specjalnie do tego celu przeznaczonych urządzeń zagłuszających, które były rozmieszczone na terytorium całej Polski. Urządzenia te emitowały różnego rodzaju gwizdy, szumy, piski na częstotliwościach, na których nadawały radiostacje zachodnie. Czyniły to dosyć skutecznie, ale wytrwałym słuchaczom udawał się jednak "złapać" którąś z mniej zagłuszonych radiostacji i usłyszeć informacje, których nigdy by w Polskim Radiu nie usłyszeli. Słuchanie polskojęzycznych stacji zachodnich było zjawiskiem powszechnym, ale jednocześnie nie bardzo legalnym (a w czasach powojennych wręcz zakazany), dlatego dla pracowników MPK nie lada atrakcją było słuchanie "Wolnej Europy" przez zakładowy radiowęzeł.
Duży wkład w rozpowszechnianie niezależnej informacji miała centrala starachowickiej "Solidarności", czyli Delegatura, której od lipca 1981 roku szefował Tomasz Ofman. Do pracy w Delegaturze został on oddelegowany z MPK gdzie pracował jako pracownik umysłowy. Mając już pewne doświadczenie w działalności związkowej z MPK gdzie był członkiem Komisji Zakładowej Ofman zabrał się do pracy i wkrótce w siedzibie Delegatury, która mieściła się w ówczesnym Zakładowym Domu Kultury FSC na ulicy Radomskiej utworzony został radiowęzeł. Na dachu budynku zainstalowany został dużej mocy głośnik, przez który Tomasz Ofman odczytywał komunikaty i wiadomości. Nadawanie rozpoczynano w czasie, gdy ludzie wychodzili z pracy po pierwszej zmianie, czyli o 14.30 a kończono około 15.00. Informacje pozyskiwano z różnych źródeł między innym za pośrednictwem telefax w MPK, który obsługiwał Henryk Gostomski. Oprócz audycji radiowych Delegatura wydawał ulotki a także broszurki i gazetkę "Wolne Słowo", którą współtworzyli Jacek Sadowski i Michał Pytlarz. Bardzo ważną sprawą w rozpowszechnianiu niezależnej informacji było utworzenie w Delegaturze biblioteki książek wydawa-nych poza cenzurą, którą prowadziła Nina Potocka. Tu warto wspomnieć, że starachowicka delegatura przeprowadziła spektakularną akcje, która miała na celu walkę z cenzurą, która polegała na oplakatowaniu miasta i malowaniu napisów w rodzaju "Telewizja kłamie", "Dziennik Telewizyjny kłamie", "Precz z cenzurą" itp. Działalność Tomasza Ofmana "doceniła" Służba Bezpieczeństwa, ponieważ w decyzji o jego internowaniu napisano, że pozostawienie go na wolności zagraża bezpieczeństwu państwa przez to, że prowadzi on wrogą propagandę rozpowszechniając materiały, których nie zatwierdziła cenzura.
Bardzo dobrze rozwijającą się niezależną działalność wydawniczą w Starachowicach przerwało wprowadzenie 13 grudnia 1891 roku stanu wojennego. Starachowiccy liderzy "Solidarności" w tym Jacek Sadowski, Michał Pytlarz i Tomasz Ofman zostali internowani. Zlikwidowano Delegaturę, zaplombowano zakładowe lokale związkowe a cenzura rozszalała się na dobre. I miało to trwać jeszcze całe osiem lat.
Jan Seweryn
Średnia: 0 (Głosów: 1) |
|
|